środa, 11 kwietnia 2012

Siedemdziesiąty drugi: Owocowe sorbety

Ostatnio mam straszną ochotę na owoce. Kilka dni temu proponowałam Wam oczyszczające smoothies, które od tamtej pory piję raz dziennie. Dziś mam dla Was kolejną lekką owocową propozycję.

Z owoców, które mi zostały (bo kupiłam ich przed Świętami sporo) postanowiłam zrobić sorbety.
Przepis równie prosty, jak na smoothies: Trzeba potraktować blenderem owoce, przelać do pojemniczka i włożyć na 3 godziny do zamrażarki i co około 30 minut przemieszać, żeby konsystencja pozwalała na nałożenie kulek do pucharków :)

Zostało mi pół melona i banan, więc zapraszam was na...

BANANOWY I MELONOWY
SORBECIK


Buon appetito!

sobota, 7 kwietnia 2012

Siedemdziesiąty pierwszy: Mój Paryż w Warszawie

Jest na Ziemi kilka takich miejsc, gdzie czuję się tak dobrze, że tylko szukam pretekstu, by znów się w nich znaleźć. Są to całe państwa, ich regiony, miasta, miasteczka i wsie, gdzie wrony zawracają...ale też knajpki i kawiarenki, których smaków i aromatów nie zapomnę do końca życia.

Do mojego katalogu tych właśnie miejsc dołączyła dziś francuska boulangerie patisserie 
Cafe Baguette 
przy Krakowskim Przedmieściu 69 w Warszawie.



Znalazłam się tam zupełnym przypadkiem. Miałam dziś nie wychodzić z domu, ale wyszłam przejść się z aparatem (i z nadzieją, że pogoda się trochę poprawi). A że się nie poprawiła, to zmarzłam straszliwie i w okolicach Placu Zamkowego pomyślałam o rozgrzewającej kawie. Nawet już przekroczyłam próg jednej z komercyjnych kawiarni, ale coś mnie tknęło, że na Starówce muszą być jakieś bardziej urokliwe miejsca.

I dosłownie kilka kroków dalej moją uwagę przykuła zaparowana szyba wystawowa, przez którą dojrzałam to miejsce. Miejsce, w którym już zawsze będę robić sobie przyjemności w postaci caffe latte i świeżo upieczonego francuskiego smakołyku.




Najciekawsze jest to, że lokal został otwarty po raz pierwszy właśnie dzisiaj, więc to chyba nie przypadek sprawił, że przekroczyłam jego pachnące progi.

Klimat miejsca jest niesamowity. Lokal jest malutki, zaledwie kilka stolików. Przemiłe dziewczyny krzątają się parząc kawę i nakładając gościom francuskie specjały: rogaliki, bagietki, kanapki, desery... A tuż obok - na oczach wszystkich, dwóch przemiłych, uśmiechniętych panów wyrabia i piecze te wszystkie pyszności.




Nie chciałam stamtąd wychodzić. Mogłabym tam przesiadywać godzinami, czytając książkę lub gazetę i chłonąć klimat tego miejsca. I tak zapewne będę robić. Będzie to moje miejsce, w którym będę się uśmiechać do siebie i do innych, choćby na dworze była zamieć śnieżna...


A na koniec chciałam podziękować za możliwość zrobienia kilku zdjęć ;)