Jest na Ziemi kilka takich miejsc, gdzie czuję się tak dobrze, że tylko szukam pretekstu, by znów się w nich znaleźć. Są to całe państwa, ich regiony, miasta, miasteczka i wsie, gdzie wrony zawracają...ale też knajpki i kawiarenki, których smaków i aromatów nie zapomnę do końca życia.
Do mojego katalogu tych właśnie miejsc dołączyła dziś francuska boulangerie patisserie
Cafe Baguette
przy Krakowskim Przedmieściu 69 w Warszawie.
Znalazłam się tam zupełnym przypadkiem. Miałam dziś nie wychodzić z domu, ale wyszłam przejść się z aparatem (i z nadzieją, że pogoda się trochę poprawi). A że się nie poprawiła, to zmarzłam straszliwie i w okolicach Placu Zamkowego pomyślałam o rozgrzewającej kawie. Nawet już przekroczyłam próg jednej z komercyjnych kawiarni, ale coś mnie tknęło, że na Starówce muszą być jakieś bardziej urokliwe miejsca.
I dosłownie kilka kroków dalej moją uwagę przykuła zaparowana szyba wystawowa, przez którą dojrzałam to miejsce. Miejsce, w którym już zawsze będę robić sobie przyjemności w postaci caffe latte i świeżo upieczonego francuskiego smakołyku.
Najciekawsze jest to, że lokal został otwarty po raz pierwszy właśnie dzisiaj, więc to chyba nie przypadek sprawił, że przekroczyłam jego pachnące progi.
Klimat miejsca jest niesamowity. Lokal jest malutki, zaledwie kilka stolików. Przemiłe dziewczyny krzątają się parząc kawę i nakładając gościom francuskie specjały: rogaliki, bagietki, kanapki, desery... A tuż obok - na oczach wszystkich, dwóch przemiłych, uśmiechniętych panów wyrabia i piecze te wszystkie pyszności.
Nie chciałam stamtąd wychodzić. Mogłabym tam przesiadywać godzinami, czytając książkę lub gazetę i chłonąć klimat tego miejsca. I tak zapewne będę robić. Będzie to moje miejsce, w którym będę się uśmiechać do siebie i do innych, choćby na dworze była zamieć śnieżna...
A na koniec chciałam podziękować za możliwość zrobienia kilku zdjęć ;)