Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Francja. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Francja. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 23 marca 2014

110: Ostre krewetki z białym winem

Motto dzisiejszego przepisu brzmi: "gdzie fotografki cztery, tam...będzie co jeść!". Dziś po zakończeniu zajęć na uczelni udało mi się namówić dziewczyny na to, by wpadły do mnie na jakąś kolację i wino. Bo generalnie miałam wielką ochotę na krewetki, a M. wyruszył w miasto, więc była to idealna okazja na wspólną kolację Fantastycznej Czwórki (tylko dla wtajemniczonych :P). Zrobiłyśmy szybkie zakupy i powstała pyszna kolacja. Zapraszamy na:


OSTRE KREWETKI 
W SOSIE Z BIAŁEGO WINA


Składniki na 5-6 porcji:

1 kg krewetek tygrysich*
5-6 ząbków czosnku
1-2 papryczki piri-piri
pół szklanki białego wina
natka pietruszki
1 cytryny
oliwa z oliwek
łyżeczka soli

długa bagietka


*gotowanych mrożonych i obranych lub 80 dkg świeżych

Jeżeli tak, jak my kupiliście mrożone krewetki opłuczcie je letnią wodą i pozwólcie się rozmrozić. W czasie oczekiwania możecie zająć się pozostałymi składnikami. Czosnek trzeba pokroić w cienkie plasterki, a papryczkę piri-piri bardzo drobno posiekać. Jeżeli nie lubicie bardzo ostrych dań przetnijcie papryczkę na pół wzdłuż i wyskrobcie pestki. Posiekajcie także garść listków pietruszki.

Włączcie piekarnik na program grillowanie 180 st.C. i pokrójcie bagietkę na kromki. Trzeba będzie ją wstawić na kratce do pieca, kiedy krewetki będą już prawie gotowe. 

Na bardzo dużej patelni rozgrzejcie oliwę - tyle, żeby cienka warstwa pokrywała całe dno. Jeżeli nie macie takiej ogromniastej możecie robić to na dwóch jednocześnie. Chodzi o to, żeby krewetki się nie dusiły we własnym sosie ale podsmażyły. 
Na rozgrzaną oliwę wrzucamy krewetki, czosnek, posiekane papryczki. Dodajemy sok z całej  cytryny i solimy. Jeżeli krewetki były mrożone, najprawdopodobniej puszczą trochę wody - odgarnijcie je wtedy na brzegi patelni i pozwólcie wodzie odparować. Cały czas smażymy na mocnym ogniu i energicznie mieszamy. Kiedy woda odparuje a sos zagęści się dodajemy wino, które znów powinno dość szybko odparować, jednak pozostawić swój aromat. Na sam koniec smażenia dodajemy posiekaną natkę. 

Mam nadzieję, że nie zapomnieliście wstawić bagietek do pieca? wystarczą im dosłownie 2 minuty, żeby zrobiły się przyjemnie chrupiące! A zamoczone w tym aromatycznym sosie...hmmmm...


Do krewetek proponuję podać białe wino, które zapewne otworzyliście, bo jest składnikiem sosu:) 



Smacznego!


środa, 12 marca 2014

108: Sałatka z kaczką i rokpolem

Dzisiaj nic nie będę obiecywać. Dzisiaj po prostu mam dla Was świetny przepis na te pierwsze wiosenne dni. A jeśli chodzi o mnie...no cóż, chyba wszystko zaczyna zmierzać wreszcie we właściwym kierunku, więc i chęci do działań twórczych w kuchni powinno przybywać z każdym dniem...

Tymczasem zapraszam na sałatkę!

PIERŚ Z KACZKI NA SAŁATACH
Z ROKPOLEM I ŻURAWINĄ


Składniki na 2 porcje:


1 pierś kaczki (ok. 250 g)
50 g sera rokpol (lub lazur)
1 kształtna gruszka
100 g miksu sałat (u mnie frisee, radicchio i roszponka)
kilka pomidorków koktajlowych
konfitura żurawinowa
sos balsamico
odrobina oleju do smażenia




Zacznijmy tradycyjnie od przygotowania sobie składników...umyjmy więc sałatę, gruszkę i pomidorki.
Pod zimną wodą opłuczmy także kaczą pierś i osuszmy papierowym ręcznikiem.



Na patelni rozgrzejmy niewielką ilość oleju. Połóżmy tam kaczkę, skórą do dołu (!), żeby smażyła się we własnym wytopionym tłuszczyku. I niech się tak smaży dobrych kilka minut na średnim ogniu, aż się ta skórka bardzo zrumieni i zrobi chrupiąca.

Gruszkę musimy obrać. Następnie pokroić na ćwiartki, wykroić środek i pokroić na bardzo cienkie plasterki. Pomidorki też kroimy na ćwiartki.



Kaczka pewnie się już zrumieniła, więc przewracamy ją na kilka minut na druga stronę.

Na talerze wykładamy sałatę, pomidorki, i kawałki gruszki. Na to wszystko kruszymy ser pleśniowy.

Kaczka po zdjęciu z patelni powinna chwilę poleżeć na desce, żeby wchłonęła swoje skoki. Po kilku minutach kroimy ją w plastry i układamy na sałatce. Całość polewamy żurawiną i delikatnie sosem balsamicznym.

Voilà!




czwartek, 21 listopada 2013

106: Kozi ser,figi i bekon na szpinaku

Nie odpuściłam i wreszcie zrobiłam coś lekkiego. Na figi i ser kozi miałam ochotę od dawna. A że jedno i drugie udało mi się dziś znaleźć w sklepie - oto i jest...

SAŁATA Z LIŚCI SZPINAKU, SMAKOWITYCH FIG I KOZIEJ ROLADY
W TOWARZYSTWIE BOCZKU


Składniki na 2 porcje:

Opakowanie szpinaku "baby"
2 figi
6 cieniutkich plastrów wędzonego boczku
50 g pleśniowej rolady koziej


Dressing:

2 łyżki oliwy
2 łyżki białego octu winnego
1 łyżeczka miodu
1 łyżka soku z cytryny

Dla dopełnienia - chrupiąca pełnoziarnista bułeczka



Cóż...wiele roboty tu nie ma :)

Trzeba umyć liście szpinaku i figi. Te drugie pokroić na 8 części każdą.
Plastry boczku przekrawamy w połowie i smażymy na małym ogniu na suchej patelni, żeby tłuszczyk się wytopił.

Składniki dressingu mieszamy dokładnie ze sobą.

Na talerze kładziemy osuszony szpinak a na nim plastry boczku i kawałki fig. Roladę kozią kruszymy nad talerzami na małe kawałki.
Całość polewamy dressingiem i podajemy z chrupiącą bułeczką :)


Bon appetit!

środa, 2 stycznia 2013

Setny: Ciasto francuskie z warzywami i boczkiem

Wracam po długiej przerwie :) Różne wydarzenia spowodowały, że nie miałam czasu ani gotować, ani pisać bloga, ale mam mocne noworoczne postanowienie, żeby go reaktywować. Zaczynamy od numeru 100.
Danie, które Wam dziś proponuję zrobiłam wybierając się na domówkę sylwestrową. Na wszelki wypadek zrobiłam foto, a że opinie były jednoznacznie pozytywne - oto przepis pojawia się na blogu!



CIASTO FRANCUSKIE Z WARZYWAMI I BOCZKIEM




Składniki na 6 porcji:

1 opakowanie ciasta francuskiego
Pół małej zielonej papryki
Pół małej czerwonej papryki
1 mała biała cebula
1 duży pomidor
3średnie pieczarki
50-100 g boczku parzonego w plastrach
Odrobina żółtego sera
Oliwa z oliwek
Sól
Suszona bazylia
Suszone oregano


Zaczynamy od włączenia piekarnika: 220 st. C, góra i dół.

Ciasto rozwijamy na papierze do pieczenia na blasze.
Myjemy wszystkie warzywa
Papryki kroimy w paski, cebulę w grube piórka, a pomidora i pieczarki w plasterki.
Plastry boczku kroimy w paseczki.

Ciasto skrapiamy delikatnie oliwą i posypujemy przyprawami. Nie żałujcie soli, żeby danie nie było mdłe, ale też nie przesadźcie - zawsze można dosolić na talerzu ;)

Na cieście układamy 6 plastrów pomidora i rozsypujemy cebulę, paprykę i pieczarki.
Na warzywach układamy kawałki boczku i posypujemy niewielką ilością drobno tartego sera żółtego.

Wstawiamy na środkowy poziom piekarnika na około 20-25 minut, aż brzegi ciasta ładnie się zarumienią (sprawdźcie też czy spód ciasta się przyrumienił - w razie czego przełóżcie blachę na najniższy poziom na kilka minut). Po wyjęciu kroimy na 6 równych porcji i podajemy na ciepło.




Bon appetit!




wtorek, 18 września 2012

Dziewięćdziesiąty ósmy: Francuskie tosty

Oj muszę przyznać, że zakochałam się w nich. Zwykle unikam pieczywa, ale łapię się ostatnio na tym, że czekam na sobotnie śniadanie, żeby znowu zrobić te przepyszne tosty! Polecam szczególnie tym, którzy mają czas na poranny przegląd prasy :)

FRANCUSKIE TOSTY


Składniki dla 1 osoby:

2 kromki pełnoziarnistego pieczywa tostowego
1 jajko
Plaster dobrej szynki
Odrobina tartego żółtego sera
Świeże liście bazylii
Sól, pieprz, olej

Jajo rozbełtujemy z solą i pieprzem.
Na patelni rozgrzewamy niewielką ilość oleju.
Szynkę kroimy na 3 równe kawałki.


Tosty maczamy w jajku z obu stron, kładziemy na jedną stronę szynkę i na tej stronie najpierw smażymy - na średnim ogniu.
Po odwróceniu tosta natychmiast posypujemy go tartym serem tak, aby mógł się troszkę rozpuścić.

Smażymy na złoto-brązowy kolor, wykładamy na talerz i zajadamy ze świeżymi ziołami!





Bon appetit!

piątek, 31 sierpnia 2012

Dziewięćdziesiąty szósty: Poire Belle Helene

Przyznam się na wstępie, że deser ten robiłam już trzeci raz. Niestety w ciągu poprzednich dwóch razów nie udało mi się zrobić dokumentacji fotograficznej. Tym razem zrobiłam deser specjalnie bez okazji i w mniejszej ilości, bo musiałam go zjeść sama ;) ale za to uwieczniłam go na zdjęciach.

Do zrobienia deseru zainspirowała mnie książka "Ujęcia ze smakiem", którą wygrałam w konkursie na durszlak.pl. Zajrzałam na blog autorki, żeby zapoznać się z przepisem i podpierając się nim zrobiłam po swojemu. Być może znawcy kuchni francuskiej dopatrzą się tu jakiejś profanacji, więc od razu mówię: krytyka mile widziana. Lodów, z którymi podałam gruszki również nie ukręciłam sama (bo Helene Dujardin na swoim blogu podaje również przepis na lody), ale użyłam moim zdaniem najlepszych polskich lodów - od Grycana.

Podaję link do przepisu Helene Dujardin: http://www.tarteletteblog.com/2010/10/recipe-gluten-free-spiced-poached-pears.html



GRUSZKI PIĘKNEJ HELENY




Składniki dla 4 osób:

4 nieduże ale pękate gruszki
sok z 1/2 cytryny
2 łyżeczki cynamonu
2 gwiazdki anyżu
kilka ziaren kardamonu
szczypta imbiru
łyżka miodu
pół tabliczki gorzkiej czekolady
odrobina mleka
8 gałek lodów waniliowych

Na wstępie wytłumaczę ubogość lodów w moich miseczkach - kiedy wszystko było już przygotowane do sesji i nadeszła chwila, by nałożyć lody, otworzyłam pudełko a tam...prawie pusto! No więc nałożyłam ile było :)

Zaczynajmy!
Gruszki myjemy, obieramy (zostawiamy ogonek) i wkładamy do niedużego rondelka tak, aby stały.
Zalewamy wodą, aby zakrywała gruszki i dodajemy sok z cytryny, przyprawy i miód.


Gotujemy 15-20 minut, aż gruszki zmiękną. 
Miękkość sprawdzamy wykałaczką w najgrubszym miejscu najgrubszej gruszki - musi wchodzić jak w miękkie masło!
Kiedy gruszki się gotują rozpuszczamy gorzką czekoladę z odrobiną mleka w misce nad wrzącą wodą.

Ciepłe gruszki wkładamy do miseczek, do każdej dokładamy po 2 gałki lodów waniliowych i polewamy gruszkę czekoladą - tak, żeby spłynęła po całej od ogonka.

Podajemy szybciutko zanim lody się rozpuszczą!!!


Bon apetit!


niedziela, 19 sierpnia 2012

Dziewięćdziesiąty czwarty: Francuska zupa cebulowa

No wreszcie nadszedł ten dzień! Dzień, w którym zrobiłam swoją pierwszą zupę cebulową...Od razu bez bicia się przyznaję, że nie dorównuje smakiem tej, którą jadłam w Paryżu. Ale i tak jest przepyszna. Jak zwykle powstała po przejrzeniu 1000 przepisów i przeczytaniu tylu historii na jej temat. Ta jest po mojemu. Możecie krytykować!


FRANCUSKA ZUPA CEBULOWA




Składniki na 4 porcje:

4 duże białe cebule
3 ząbki czosnku
1,5 litra bulionu drobiowego
 300 ml białego półwytrawnego wina
1 łyżka masła
1 łyżka cukru
Oliwa z oliwek
1 łyżeczka mielonej gałki muszkatołowej
Kilka listków świeżego tymianku
Szczypta białego pieprzu
Czarny pieprz
Sól

Bagietka
Ser gruyere


Cebulę obieramy i kroimy w jakieś tam piórka, paseczki czy coś tam - byle nie w kostkę!
Na patelni rozgrzewamy oliwę, wrzuca my całą cebulę, zmniejszamy ogień i dusimy pod pokrywką przez około 30 minut na złoty kolor.
Najlepsza będzie głęboka patelnia, do której będzie można wlać bulion.

Następnie dodajemy masło cukier i posiekane ząbki czosnku i na większym ogniu podsmażamy ciągle mieszając około 5 minut aż cebulka złapie brązowy odcień - ale uważamy, żeby nie przypalić.

Zalewamy cebulkę bulionem, dodajemy przyprawy i liście tymianku.
Gotujemy około 5 minut dodajemy wino i gotujemy jeszcze chwilę.


Zupę nalewamy do żaroodpornych miseczek, wkładamy kromkę bagietki posypaną tartym gruyerem i wstawiamy do piekarnika na opcję zapiekanie aż do rozpuszczenia sera.

Podajemy gościom uprzedzając, że naczynia i zupa są bardzo gorące!


Bon apetit!

poniedziałek, 13 sierpnia 2012

dziewięćdziesiąty drugi: mini-palmiery

Książę z Bajki wyruszył na męską wyprawę przemierzać kajakiem jedną z polskich rzek, tymczasem ja, usychając z tęsknoty przez 4 dni nie specjalnie miałam ochotę na cokolwiek. Włączając w to jedzenie i gotowanie. Ale wczoraj postanowiłam pobuszować po Tesco i kupić wszystko to, co Książę z Bajki uważa za bezsensowne, bo przecież mięso jest podstawą każdego dania...Ech...
No ale Księcia nie ma. Więc w lodówce różne różności a w głowie jeszcze bardziej rozmaite pomysły.
Żeby było po kolei zaczniemy od śniadanka. Które ostatnimi czasy jadam około 13-tej, zwykle nie we własnym domku. Ale dziś wstałam raniutko i wzięłam się do pracy. W związku z tym przedstawiam Wam idealnie pasujące do porannej latte...



PALMIERY
a właściwie palmierki



Składniki:
(około 20 sztuk)

1 opakowanie gotowego ciasta francuskiego
1 łyżka masła
2 łyżeczki cukru trzcinowego
1 żółtko 


W małym rondelku roztapiamy masło z dodatkiem cukru i mieszamy do całkowitego rozpuszczenia.
Rozwijamy ciasto francuskie i smarujemy je masą maślano-cukrową - cienko i równomiernie.

Teraz część techniczna:
Zwijamy ciasto wzdłuż dłuższego brzegu w kierunku środka - zaczynamy z obu stron tak, żeby rolki spotkały się na środku.

Ciasto wkładamy no 10 minut do zamrażalnika i w tym samym czasie odpalamy piekarnik na 200 st. góra i dół.

Po wyjęciu ciasta kroimy je ostrym nożem na 5mm plasterki i układamy na blasze na papierze do pieczenia.
Smarujemy z wierzchu żółtkiem rozbełtanym z odrobiną wody.
Posypujemy delikatnie cukrem trzcinowym.

Pieczemy przez 15-20 minut na środkowym poziomie piekarnika aż się ładnie zarumienią.

Ja zjadłam [nie wszystkie na raz oczywiście ; ) ] palmierki z rozpuszczoną czekoladą z dodatkiem suszonych wiśni.
Do tego caffe latte i poniedziałkowy poranek staje się piękny!




Bon apetit!


środa, 9 maja 2012

Siedemdziesiąty dziewiąty: Parówki w cieście francuskim

Dzisiejszą propozycję wypadałoby bardziej nazwać pomysłem niż przepisem. Więc powiedzmy, że mam dla Was pomysł na fajną ciepłą przekąskę, która idealnie sprawdzi się na niedużej domówce, albo jako kolacja przy filmie w leniwą sobotę :)




Składnki:

7 parówek
7 plasterków żółtego sera
Opakowanie gotowego ciasta francuskiego
1 jajko


Parówki i ser zawijamy w ciasto i dokładnie sklejamy brzegi.
Jajko rozbełtujemy z odrobina wody i smarujemy ciasto.

Pieczemy na kratce w piekarniku nagrzanym do 220st.C przez 20 minut.

Chrupiemy!

Bon appetit!

środa, 18 kwietnia 2012

Siedemdziesiąty piąty: Czekoladowe naleśniki z ananasem

Przepis ten powstał w windzie, między parterem a 4-tym piętrem, kiedy wracałam strasznie głodna do domu. Czasu na jedzenie miałam nie za dużo, bo obowiązki czekały, a w lodówce nic gotowego do spożycia. Ale pomyślałam o kupionym kilka dni temu ananasie (za 2 zł!), który na pewno już dobrze dojrzał i czeka aż ktoś go zje. Przyszły mi do głowy naleśniki, bo to danie można naprawdę szybko zrobić! Oczywiście, jak już weszłam do domu, zestroiłam się w fartuch i zaczęłam wyjmować wszystko co potrzebne, okazało się, że nie ma mąki! Ale żądza czekoladowego naleśnika była tak silna, że szybko ubrałam się z powrotem i poleciałam do osiedlowego J
I tym oto optymistycznym akcentem kończę wstęp i zapraszam Was na :



NALEŚNIKI CZEKOLADOWE Z ANANASEM I MIĘTĄ




Składniki na 8 naleśników:

Przepis na ciasto: tutaj
Dodajemy:
 2 łyzki prawdziwego kakao
 Łyżkę cukru

Cały świeży ananas
Dwie garście świeżej mięty
2 łyżki soku z cytryny
Łyżka masła


Proponuję zacząć od pokrojenia ananasa w bardzo drobną kostkę.
Później nagrzewacie dwie patelnie – jedną na naleśniki, drugą na ananasa (na nią wrzucacie łyżkę masła).
Raz-dwa rozrabiacie mikserem ciasto na naleśniki.
Na patelnię wrzucacie ananasa z sokiem z cytryny i dusicie pod przykryciem, mieszając mniej więcej po każdym usmażonym naleśniku ;)
Pod koniec dodajecie liście mięty, do czasu aż zmiękną.
Na gotowe naleśniki nakładamy po dwie łyzki kawałków ananasa (najlepiej tylko na ćwiartkę naleśnika) i składamy w trójkąciki.

Pewnie fajnie by było polać te naleśniki jeszcze jakimś sosikiem, ale niestety zabrakło mi na to czasu i szybkiego pomysłu :( Jeśli macie jakieś pomysły w tym zakresie - napiszcie w komentarzu!




Bon appetit!








sobota, 17 marca 2012

Sześćdziesiąty piąty: Omelette au fromage

Propozycja śniadaniowa, w sam raz na weekend...


SEROWY OMLET


Składniki na 2 osoby:

6-8 jajek
ser pleśniowy Bergader
2 małe białe "mozzarellki"
Parmezan
Masło
Sól, pieprz, oregano


Piekarnik nagrzewamy do 220 st.C

Naczynie żaroodporne smarujemy masełkiem.
Jajka ubijamy z przyprawami na pienistą, jednolitą masę i przelewamy do naczynia.

Do masy jajecznej kruszymy kawałki sera pleśniowego - ciężko powiedzieć ile, ale na pewno dacie radę "na oko" ;)
Wstawiamy do piekarnika na ok. 15 minut.


Po tym czasie wyjmujemy i układamy, na już lekko ścięty omlet, pokrojoną w plastry mozzarellę i posypujemy parmezanem.

Zapiekamy jeszcze 5-10 minut aż omlet całkowicie się zetnie.

Na stół podajemy w naczyniu, na drewnianej desce.

         

Bon appetit! 






niedziela, 26 lutego 2012

Pięćdziesiąty dziewiąty: Czarno-białe pralinki kokosowe

Zainspirowana pralinkami zrobionymi przez mojego Braciszka stryjecznego i jego Narzeczoną ;)  postanowiłam spróbować swych sił w tym temacie. Nasz pradziadek był cukiernikiem, więc może choć kropla tego talentu na nas spłynęła...

CZARNO-BIAŁE PRALINKI KOKOSOWE



Składniki
na około 10 pralinek:

125 g sera ricotta (miękkiego)
Pół tabliczki mlecznej czekolady
Pół tabliczki białej czekolady
2-4 łyżki mleka
ok. 50g wiórków kokosowych


W misce metalowej nad garnkiem z wrzącą wodą rozpuszczamy czekoladę mleczną (!) z dodatkiem 1-2 łyżek mleka.
Po całkowitym rozpuszczeniu zdejmujemy miskę z garnka, dodajemy ser ricotta i dokładnie mieszamy na jednolitą masę. 
Przekładamy masę np. do szklanki i po zakryciu folią spożywczą wstawiamy na 2-3 godziny do lodówki.

Po tym czasie formujemy z masy kuleczki, mniej więcej z ilości, która mieści się na łyżeczce.
Kładziemy je na talerzyku/desce.

Ponownie bierzemy się za rozpuszczanie czekolady, tym razem białej.
Ważne jest, aby nie dodać więcej niż dwóch łyżek mleka, bo czekolada musi później ponownie zastygnąć na pralinkach.

Serowo-czekoladowe kulki polewamy białą czekoladą tak, aby oblała całą powierzchnię kulki.
Łyżeczką delikatnie podnosimy kuleczki, żeby od dołu także pokryły się czekoladą.

Na osobny talerzyk wysypujemy wiórki, łyżeczką przekładamy na nie kulki i obtaczamy dokładnie - nie przyciskajcie zbyt mocno, żeby nie zdeformować kuleczek.

Białą czekoladę, która zostanie na talerzykach mieszamy z wiórkami i też formujemy kuleczki. Z tego powinny wyjść też ze 3-4 pralinki bez ciemnego nadzienia :) I nic się nie zmarnuje!

Przekładamy je na (kolejny) czysty talerzyk ;)
Wstawiamy na 1-2 godziny do lodówki pod jakimś przykryciem, żeby nie złapały zapachów, albo przy obecnej pogodzie na balkon...



Po tym czasie powinny już stwardnieć, więc można jeść!

Pralinek nie należy długo przechowywać poza lodówką, bo zrobią się mięciutkie...ale wątpię, żeby było co chować z powrotem do lodówki ;)



Smacznego!

niedziela, 12 lutego 2012

Pięćdziesiąty pierwszy: Łosoś w cieście francuskim ze szpinakiem

Naszło mnie, żeby spróbować zrobić samodzielnie ciasto francuskie. Skorzystałam z tego przepisu. Ciasto wyszło, ale ja osobiście chyba trochę za bardzo je rozwałkowałam i ciężko było mi zawinąć w nie łososia...
Jeśli nie jesteście mocno zapalonymi kuchcikami to pozwalam Wam pójść do sklepu po rolkę mrożonego ciasta - też jest bardzo smaczne. A w moim wypadku, to była po prostu kwestia ambicji ;)

Dziś więc proponuję Wam Łososia w tymże cieście francuskim zawiniętego wraz z czosnkowym szpinakiem.



Składniki na 5 porcji:

500g filetu z łososia bez skóry
120g świeżych liści szpinaku
1 ząbek czosnku
Opakowanie ciasta francuskiego
1 jajko do posmarowania ciasta
Sól i pieprz

Dodatki:
500 g ryżu (ja użyłam pełnoziarnistego)
Brokuł sparzony we wrzątku




Filet płuczemy zimną wodą, bo jak wiadomo, dzisiaj go nie złowiono ;)
Kroimy na 5 równych porcji.

Liście szpinaku również płuczemy.
Na rozgrzanej patelni na łyżce oliwy z oliwek podsmażamy  przez 30 sekund czosnek i dorzucamy liście szpinaku i parzymy je przez 2 minuty.
Patelnię zdejmujemy z ciepłego palnika.





Ciasto rozkładamy i kroimy na 5 równych pasków o takiej szerokości, aby zmieściły się na nich kawałki łososia.

Na brzeg ciasta kładziemy łososia, a na niego szpinak.





Solimy i pieprzymy.
Ciasto zamykamy podobnie, jak to się robi z pierogami :) i robimy cztery poprzeczne nacięcia

W kubku rozbełtujemy jajko z 2 łyżkami zimnej wody i smarujemy nim ciasto.




Wstawiamy na blasze wyłożonej papierem do pieczenia do piekarnika nagrzanego do 220st.C na 25 minut.

Ja podałam Łososia z ryżem pełnoziarnistym i brokułami, ale tu pozostawiam Wam dowolność :)



Bon appetit!




wtorek, 7 lutego 2012

Pięćdziesiąty: crêpes à l'orange

...czyli:

FRANCUSKIE SAKIEWKI NALEŚNIKOWE
Z POMARAŃCZAMI


Składniki na 6 sakiewek (3 osoby):

Na ciasto:

2 łyżki miękkiego masła
3 jajka
1/2 szklanki mleka
1/2 szklanki wody
1 szklanka mąki
szczypta soli

Nadzienie:

4 duże pomarańcze
łyżka masła
4 łyżki cukru
40 ml Becherovki/brandy/likieru pomarańczowego
łyżeczka cynamonu
1/2 łyżeczki imbiru mielonego
szczypta kardamonu
gwiazdka anyżu

1/2 tabliczki gorzkiej czekolady


Jedną pomarańczę przeciągamy spiralnie ostrzem noża na głębokość skórki i obieramy tak, aby nie przerwać spirali.
Spiralę tniemy na 2 mm paseczki przez całą długość - tak, aby można było nimi później związać sakiewki.

3 pomarańcze obieramy i każdą cząstkę możliwie dokładnie obieramy z białej błonki.
Czwartą przekrawamy w poprzek na pół - będziemy wyciskać z niej sok.

Zaczynamy od rozrobienia ciasta na naleśniki.
Miksujemy najpierw wodę i mleko z jajkami i dodajemy masło.
Następnie wsypujemy mąkę i miksujemy dalej.
Dążymy do uzyskania konsystencji gęstej śmietany, regulując mąką i wodą.
Patelnię smarujemy tylko raz ręczniczkiem nasączonym olejem i rozgrzewamy. 
Smażymy jak najcieńsze naleśniki na mocno średnim ogniu.
Teraz bierzemy się za nadzienie...


Na czystej patelni roztapiamy masło, wsypujemy cukier i wyciskamy sok z połówki pomarańczy.
Dodajemy wszystkie przyprawy i podgrzewamy to na małym ogniu.
Kiedy zacznie gęstnieć układamy cząstki pomarańczy i podgrzewamy je przez 1,5 minuty.
Delikatnie zdejmujemy je na talerzyk.


Na każdy naleśnik, na środek kładziemy kilka cząstek i formujemy sakiewkę, związując ją na górze skórką.


Do pozostałego na patelni sosu dodajemy sok z drugiej połówki pomarańczy, znów zagęszczamy i podsmażamy na nim gotowe sakiewki.
Czekoladę roztapiamy w kąpieli wodnej (miska nad garnkiem z wrzącą wodą).
Ozdabiamy nią talerzyki na których podamy naleśniki.
Podsmażone sakiewki stawiamy na talerzyki i od razu podajemy.



 Bon appetit!

sobota, 4 lutego 2012

Czterdziesty dziewiąty: Gruszkowa wariacja 2

Wybaczcie, że kręcę się ostatnio wokół tych samych produktów, ale mam w lodówce, co mam i nie waham się tego użyć.

Ponieważ poprzednio gruszka była na przystawkę, dziś ląduje w daniu głównym.

I od razu Wam powiem, że Książę z bajki nie przepada za takimi wynalazkami, ale z pełną szczerością powiedział, że jest to najlepsza tarta, jaką jadł w życiu :)

TARTA Z ROSZPONKĄ, GRUSZKĄ I ORZECHAMI
POD PIERZYNKĄ Z SERA ROKPOL



Składniki:

150-200 g liści roszponki
10 dkg sera rokpol (lub innego blue)
pół dużej gruszki
8 orzechów włoskich
180g śmietany 22-30%
ząbek czosnku
łyżka oliwy z oliwek

Przepis na ciasto tutaj

Robimy bazę do tarty, tak jak w powyższym przepisie i również trochę podpiekamy bez nadzienia.

Roszponkę myjemy.
Na patelni rozgrzewamy oliwę, wyciskamy na nią czosnek i za pół minutki wrzucamy liście roszponki.
Mieszamy przez minutę, przerzucamy do miseczki i odstawiamy w chłodne miejsce (w zimie może być balkon).



Część orzechów siekamy, zostawiając sobie 8 reprezentatywnych połówek dla ozdoby.
Gruszkę kroimy w cienkie, nieduże kawałeczki.








Na ciasto wykładamy równomiernie roszponkę, posypujemy ją połową posiekanych orzechów.

Na to wrzucamy kawałki gruszki, następnie zalewamy ostrożnie śmietaną, żeby nam się składniki nie przemieściły.




Całość posypujemy kruszonym rokpolem i resztą orzechów.
Reprezentatywne połówki układamy w około.


Zapiekamy na najniższym poziomie piekarnika w 200 st.C przez 15-20 minut.

Wykładamy na drewnianą deskę - najlepiej okrągłą (tak, wiem, ja tez takiej nie mam :P) i dzielimy na 4-6 porcji w zależności od tego, jakich i ilu głodomorów gościmy...

Ja się nie przyznam ile zjadłam, ale jak spróbujecie, to będziecie chcieli jeszcze i jeszcze...obiecuję!





Bon appetit!

czwartek, 2 lutego 2012

Czterdziesty ósmy: Wariacja na temat gruszki

Jeżeli chcecie zaskoczyć siebie i swoich gości naprawdę oryginalną przystawką to ta nadaje się idealnie.
Kiedy szykowałam się do zrobienia równie zaskakującej tarty (ta później), wpadła mi do głowy pewna szalona myśl i zrodziła się smakowita rzecz...



GRUSZKA W GORZKIEJ CZEKOLADZIE
ZAPIEKANA SEREM BLUE Z ORZECHEM WŁOSKIM



Dla 4 osób:

4 gruszki (kształtne i dość miękkie)
50g sera z niebieską pleśnią
pół tabliczki gorzkiej czekolady
odrobina mleka
4 orzechy włoskie
łyżka masła



 Gruszki myjemy i obieramy ze skórki.
Przekrawamy na pół i łyżeczka lub nożykiem wyłuskujemy gniazdo z pestkami.

Nad garnkiem z wrzącą wodą, w misce rozpuszczamy czekoladę z odrobiną mleka.
Musi być w miarę gęsta, żeby nie spływała z gruszek.

Na patelni rozpuszczamy masło i na średnim ogniu podsmażamy gruszki - bardziej z wypukłej strony, pod przykryciem około 3 minuty.

Gruszki maczamy wypukłą stroną w rozpuszczonej czekoladzie.
Pozostałą czekoladą ozdabiamy talerze i zostawiamy jeszcze trochę na drugie obtoczenie gruszek.

Do dołka, który zrobiliśmy w gruszce nakładamy sera pleśniowego, a na to kładziemy połówkę orzecha włoskiego.

Układamy to w naczyniu żaroodpornym i wkładamy do piekarnika nagrzanego do 200 st. C na 15 minut na najniższy poziom.

Jeżeli chcecie, żeby gruszki były bardzo miękkie to możecie je potrzymać spokojnie jeszcze dodatkowe 5-10 minut. Twardość możecie sprawdzać nakłuwając widelcem w najgrubszym miejscu.

Po wyjęciu przekładacie gruszki za pomocą dwóch łyżek (najlepiej drewnianych) najpierw na talerzyk z wylaną nań czekoladą, a następnie na właściwy talerz, na którym podacie przystawkę.

Podajemy od razu!!!

Bon appetit!

poniedziałek, 2 stycznia 2012

Czterdziesty pierwszy: Pomidory faszerowane kuskusem

Mam dziś dla was pomysł na przystawkę na ciepło, która na pewno sprawdzi się na zimowych imprezkach i nie tylko :) Przepis nie jest mój...Pochodzi z książki Gordona Ramsaya "zdrowa kuchnia". Zmienię dla Was jednak proporcje, ponieważ jak robiłam wg przepisu x 3 to zostałam z połową farszu... :/


Dla 12 osób potrzeba:

12 średnich czerwonych pomidorów
200 g kaszy kuskus
Garść orzechów włoskich/piniowych
Garść rodzynek sułtańskich
Łyżeczka mielonej kolendry
Łyżeczka suszonej mięty albo garść świeżych posiekanych liści
Łyżeczka soku z cytryny
Łyżka oliwy z oliwek
Sól i pieprz


Nie jest to wcale danie trudne ani czasochłonne bardzo. Oto, co robimy:

Pomidory myjemy i od każdego odcinamy górną 1/3.
Nie pomieszajcie "przykrywek", niech każda leży koło swojego pomidora!
pomidory wydrążamy łyżeczką, miąższ odkładamy do miski.

Kaszę zalewamy wrzątkiem i odstawiamy.
Kiedy napuchnie dodajemy ją do miąższu, dodajemy przyprawy i rodzynki.
Orzechy drobno siekamy lub miażdżymy w moździerzu i dodajemy do farszu.

Dodajemy sok z cytryny i wszystko dokładnie mieszamy.


Tak przygotowany farsz upychamy łyżką do pomidorów, tak aby trochę wystawał.
Przykrywamy "wieczkiem" i ustawiamy na posmarowanej oliwą blasze.





Wkładamy do nagrzanego do 200 st.C piekarnika na 20-25 minut.
Podajemy od razu po wyjęciu!


Farsz który mi pozostał zamroziłam i postanowiłam, że dodam do niego mięsa mielonego i wypełnię nim papryki... Mam nadzieje, że się uda i niedługo przedstawię Wam, co z tego wyszło :)

Bon appetit!


wtorek, 6 grudnia 2011

Trzydziesty szósty: Łososiowe roladki ze szpinakiem

Domyślam się, że po tak długiej przerwie od ostatniego przepisu, jesteście straszliwie głodni :) Tym, co dziś proponuję raczej się nie przejecie, ale na pewno dopieścicie swoje podniebienia...

ROLADKI Z ŁOSOSIEM I SZPINAKIEM


Składniki:
na przystawkę dla 5-6 osób

5 placków tortilli pszennej
900 g (2 paczki) mrożonego szpinaku
200-300g łososia wędzonego
Czosnek staropolski suszony mielony
sól i pieprz



Szpinak rozmrażamy w głębokiej patelni i gotujemy, aż woda wyparuje i będzie tylko lekko wilgotny.
Dodajemy przyprawy do smaku.

Łososia kroimy na nieduże kawałki - bez apteki :)

Placki tortilli zwilżamy i podgrzewamy każdy osobno w mikrofali przez około1 minutę.

Na ciepłym placku rozsmarowujemy szpinak i rozkładamy w miarę równomiernie łososia.


Zawijamy tak, aby farsz wchodził do środka, a nie był wypychany na zewnątrz  rolady...

Po około godzinie, kiedy roladki ostygną a placki dobrze namokną chwytamy ostry nóż i kroimy roladę na skośne kawałki o grubości 2 cm.
Jeżeli placek kruszyłby się pod naciskiem, możecie go posmarować letnią wodą i odłożyć jeszcze na chwilę, żeby zmiękł.
Oczywiście same końcówki odkrawamy również pod skosem, ale ich nie podajemy, tylko zjadamy, kiedy nikt nie patrzy...  :):):)


Z jednego placka powinniśmy otrzymać 5-6 kawałków.


Układamy na półmisku lub drewnianej desce...


Ten przysmak idealnie nadaje się na przystawkę lub podczas przyjęcia z zimnymi przekąskami...



Bon appetit!