Pokazywanie postów oznaczonych etykietą na słodko. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą na słodko. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 8 kwietnia 2014

115: Crumble, czyli owoce pod kruszonką

Generalnie osobiście nie przepadam za domowymi słodkościami...a M. nie je ich wcale. Dlatego w zasadzie nie robię ich nigdy. Ale kiedy dzisiaj zobaczyłam na sklepowej półce importowane truskawki, zatęskniło mi się za smakami lata. Opuściłam więc dział warzywno-owocowy i udałam się po...mrożonki! Tak. Dopóki nie ma jeszcze dostępnych naszych polskich świeżych owoców sezonowych, można sobie je zastąpić wersją mrożoną. Oczywiście najlepiej jest samemu zamrozić owoce sezonowe, kiedy są dostępne. Ja tak zrobiłam w zeszłym roku, jednak bardzo szybko zniknęły one z mojej zamrażarki...dlatego dziś kupiłam gotowca.


OWOCE 
POD KRUSZONKĄ



Składniki na 4 porcje:

500 g mieszanki mrożonych owoców
(wiśnie, truskawki, maliny, porzeczki)
50 g masła
3 łyżki cukru
pół szklanki mąki pszennej


Przepis jest bardzo prosty. Proponuję zacząć od włączenia piekarnika, żeby zdążył się nagrzać. Ustawiamy go na 180 st.C, góra+dół.

Do miski wsypujemy mąkę i cukier, mieszamy i dodajemy pokrojone w kostkę masło w temperaturze pokojowej. Palcami rozcieramy je z mąką i cukrem tak, aby powstały grudki. Ciasto powinno dać się zbić w większą masę, ale łatwo się kruszyć. 


Do żaroodpornych kokilek przekładamy owoce. Na wierzchu posypujemy kruszonką. Wstawiamy do piekarnika na środkowy poziom i pieczemy przez 15 minut, a następnie wstawiamy poziom wyżej i przestawiamy piekarnik na zapiekanie (oznaczone zazwyczaj takimi ząbkami) i pozwalamy kruszonce przez 5-7 minut się zarumienić.


Podajemy na ciepło zaraz po wyjęciu z pieca!

Smacznego!



niedziela, 30 marca 2014

112: Bezy z kajmakiem

Było mi dzisiaj trochę smutno...i nie wiem czy bardziej dlatego, że M. jest daleko w Afryce czy dlatego, że pojechał tam beze mnie... W każdym razie, kiedy babie smutno to albo nie je nic przez cały dzień albo rzuca się na słodkości. U mnie to drugie nastąpiło wczesnym popołudniem. Nabyłam więc kilka produktów w osiedlowym sklepie i postanowiłam znów zmierzyć się z własnym cukierniczym brakiem talentu. Przegrałam, ale i tak podam Wam przepis, bo to podobno nie moja wina...bezy po prostu trudno się robi. Jednak mimo niezbyt udanego wyglądu smakowały tak, jak powinny smakować bezy!

BEZY Z KAJMAKIEM

Składniki na 6-8 porcji:

4 białka
150-200 g cukru pudru
szczypta soli

300 g masy krówkowej
100 g miękkiego masła




Jak widzicie na zdjęciach moje bezy niestety nie specjalnie zachowały swój kształt...prawdopodobnie przyczyną było to, że ubite białka za długo stały i piana oklapła. Teoria jest taka, że trzeba białka ze szczyptą soli ubić na sztywną pianę a później stopniowo dodawać cukier puder. Generalnie wszystko to powinno pozostać dalej sztywne...u mnie niestety troszkę zaczęło się rozlewać, kiedy przekładałam masę na blachę wyłożoną papierem do pieczenia. Ale plan i tak był taki, żeby były w miarę płaskie aby dało się z nich później zrobić podwójne ciastko. Ostatecznie smakowały jak bezy :)
Ci, którzy znają mnie dłużej wiedzą, że jestem cukierniczym beztalenciem i mam nadzieję, że mi to wybaczą ;) Mam nadzieję, że Wam się uda...widziałam wiele przepisów wykorzystujących te proporcje i bezy na zdjęciach wyglądały tak, jak powinny. Wniosek taki, że to ja coś popsułam...no nic.

Bezy trzeba suszyć w piekarniku nagrzanym na 110 st.C przez 1-1,5 godziny. Inna teoria mówi o 140 st.C przez 45 minut. Możecie spróbować.

Jeśli chodzi o kajmak...koniecznie chciałam, żeby był w miarę płynny i wylewał się z bezowego ciastka...i to mi się akurat udało! Masę krówkową przełożyłam do miski i miksowałam aż zrobiła się puszysta. Później po kawałku dodawałam miękkie masło. Na czas oczekiwania na bezy wstawiłam masę kajmakową do lodówki, żeby trochę stężała.

Kiedy bezy się już dobrze wysuszą, wyjmujemy je z piekarnika, żeby ostygły. Pomiędzy dwie bezy nakładamy masę kajmakową. Sugeruję jeść łyżeczką lub widelczykiem :)

Jeśli dacie radę zjeść więcej niż jedną, dajcie znać. Bo ja po jednym tak się zasłodziłam, że nie będę się już chyba smucić do końca tygodnia...następnego oczywiście ;)





Smacznego!

czwartek, 28 listopada 2013

107: Migdałowe ślimaki drożdżowe

Dziś mam dla Was coś na osłodę życia w te szaro-bure ponure dni. Miałam w lodówce trochę drożdży, które zostały po bułkach do burgerów, więc pomyślałam, żeby zrobić jakieś drożdżowe słodkości.

Jak wiadomo często zdarza mi się robić coś z niczego (czyli z tego co znajdę w lodówce i szafkach). I dzisiaj też tak było...


DROŻDŻOWE ŚLIMAKI Z MIGDAŁAMI



Składniki na około 15 ślimaków:

25g drożdży
50g masła
szklanka mleka
2 szklanki mąki
4-5 łyżek cukru
szczypta soli
1 jajko


Nadzienie:

100g miękkiego masła (albo masła orzechowego)
4 łyżki cukru trzcinowego
garść pokruszonych płatków migdałowych



Zaczynamy od rozpuszczenia drożdży w połowie szklanki mleka z dodatkiem łyżki cukru. Odstawiamy w ciepłe miejsce (na kaloryfer albo do piekarnika nastawionego na 40 stopni) na 15 minut.

Masło roztapiamy w rondelku i dodajemy do niego pozostałą część mleka. 

Do drożdżowego zaczynu dodajemy mąkę, cukier, masło z mlekiem i szczyptę soli.
Ciasto wyrabiamy rękami przez około 10 minut. Jeżeli będzie się za bardzo lepiło - dosypujcie mąki. Musi uformować się kulka miękka ale nie lepiąca.

Po wyrobieniu znów odstawiamy w ciepłe miejsce na 30-45 minut (na ile starczy Wam cierpliwości).

Bierzemy się za nadzienie.
Miękkie masło ucieramy energicznie z cukrem i płatkami migdałów. 

Wyrośnięte ciasto wałkujemy na prostokąt o grubości 1 cm. 
Całą powierzchnię smarujemy nadzieniem migdałowym i zwijamy w luźną roladę. 
Ostrym nożem kroimy roladę na plasterki o grubości około 2 cm.

Ślimaki układamy na wyłożonej papierem blasze i smarujemy rozbełtanym jajkiem. Jeżeli rolada spłaszczyła się podczas krojenia, możecie na blasze je uformować.
Na wierzchu posypujemy jeszcze odrobiną płatków migdałowych.

Pieczemy 10-15 minut aż się zarumienią w 220 stopniach.


Smacznego!!!











wtorek, 2 października 2012

Dziewięćdziesiąty dziewiąty: lekkie cupcakes

Nie powiem, że są to dietetyczne babeczki, bo nie są, ale na pewno są o wiele wiele lżejsze niż tradycyjne cupcakes. A dlaczego? Bo ani w cieście, ani w kremie nie ma ma masła! Przepis jest bardzo prosty, szybki i przepyszny :)

CUPCAKES Z KOKOSOWYM KREMEM


Składniki na 6 sztuk:

3 duże jajka
5 łyżek cukru
100g mąki

Na krem:
250g serka mascarpone
1 żółtko
1 łyżka cukru
2 łyżki syropu kokosowego
wiórki kokosowe
masa marcepanowa do ozdoby

Piekarnik nastawiamy na 180 st.C.
Całe jajka miksujemy na gładką, pienistą masę.
Dodajemy stopniowo cukier cały czas miksując.
Następnie wsypujemy powoli mąkę nadal miksując.

Masę przelewamy do papilotek umieszczonych w blasze do muffinek i pieczemy przez 15 minut a następnie wyłączamy piekarnik i NIE WYJMUJEMY BABECZEK!!! Zostawiamy je w środku na około 30 minut aż przestygną.

W tym czasie możemy zabrać się za krem...
Żółtko jaja miksujemy z cukrem na jednolitą masę. 
Następnie dodajemy mascarpone i syrop kokosowy.

Na wystudzone babeczki nakładamy krem i obtaczamy go w wiórkach kokosowych. 
Babeczkę możecie przyozdobić motylkiem/kwiatkiem/serduszkiem wyciętym z masy marcepanowej lub cukrowej.


Enjoy!




piątek, 31 sierpnia 2012

Dziewięćdziesiąty szósty: Poire Belle Helene

Przyznam się na wstępie, że deser ten robiłam już trzeci raz. Niestety w ciągu poprzednich dwóch razów nie udało mi się zrobić dokumentacji fotograficznej. Tym razem zrobiłam deser specjalnie bez okazji i w mniejszej ilości, bo musiałam go zjeść sama ;) ale za to uwieczniłam go na zdjęciach.

Do zrobienia deseru zainspirowała mnie książka "Ujęcia ze smakiem", którą wygrałam w konkursie na durszlak.pl. Zajrzałam na blog autorki, żeby zapoznać się z przepisem i podpierając się nim zrobiłam po swojemu. Być może znawcy kuchni francuskiej dopatrzą się tu jakiejś profanacji, więc od razu mówię: krytyka mile widziana. Lodów, z którymi podałam gruszki również nie ukręciłam sama (bo Helene Dujardin na swoim blogu podaje również przepis na lody), ale użyłam moim zdaniem najlepszych polskich lodów - od Grycana.

Podaję link do przepisu Helene Dujardin: http://www.tarteletteblog.com/2010/10/recipe-gluten-free-spiced-poached-pears.html



GRUSZKI PIĘKNEJ HELENY




Składniki dla 4 osób:

4 nieduże ale pękate gruszki
sok z 1/2 cytryny
2 łyżeczki cynamonu
2 gwiazdki anyżu
kilka ziaren kardamonu
szczypta imbiru
łyżka miodu
pół tabliczki gorzkiej czekolady
odrobina mleka
8 gałek lodów waniliowych

Na wstępie wytłumaczę ubogość lodów w moich miseczkach - kiedy wszystko było już przygotowane do sesji i nadeszła chwila, by nałożyć lody, otworzyłam pudełko a tam...prawie pusto! No więc nałożyłam ile było :)

Zaczynajmy!
Gruszki myjemy, obieramy (zostawiamy ogonek) i wkładamy do niedużego rondelka tak, aby stały.
Zalewamy wodą, aby zakrywała gruszki i dodajemy sok z cytryny, przyprawy i miód.


Gotujemy 15-20 minut, aż gruszki zmiękną. 
Miękkość sprawdzamy wykałaczką w najgrubszym miejscu najgrubszej gruszki - musi wchodzić jak w miękkie masło!
Kiedy gruszki się gotują rozpuszczamy gorzką czekoladę z odrobiną mleka w misce nad wrzącą wodą.

Ciepłe gruszki wkładamy do miseczek, do każdej dokładamy po 2 gałki lodów waniliowych i polewamy gruszkę czekoladą - tak, żeby spłynęła po całej od ogonka.

Podajemy szybciutko zanim lody się rozpuszczą!!!


Bon apetit!


poniedziałek, 13 sierpnia 2012

dziewięćdziesiąty drugi: mini-palmiery

Książę z Bajki wyruszył na męską wyprawę przemierzać kajakiem jedną z polskich rzek, tymczasem ja, usychając z tęsknoty przez 4 dni nie specjalnie miałam ochotę na cokolwiek. Włączając w to jedzenie i gotowanie. Ale wczoraj postanowiłam pobuszować po Tesco i kupić wszystko to, co Książę z Bajki uważa za bezsensowne, bo przecież mięso jest podstawą każdego dania...Ech...
No ale Księcia nie ma. Więc w lodówce różne różności a w głowie jeszcze bardziej rozmaite pomysły.
Żeby było po kolei zaczniemy od śniadanka. Które ostatnimi czasy jadam około 13-tej, zwykle nie we własnym domku. Ale dziś wstałam raniutko i wzięłam się do pracy. W związku z tym przedstawiam Wam idealnie pasujące do porannej latte...



PALMIERY
a właściwie palmierki



Składniki:
(około 20 sztuk)

1 opakowanie gotowego ciasta francuskiego
1 łyżka masła
2 łyżeczki cukru trzcinowego
1 żółtko 


W małym rondelku roztapiamy masło z dodatkiem cukru i mieszamy do całkowitego rozpuszczenia.
Rozwijamy ciasto francuskie i smarujemy je masą maślano-cukrową - cienko i równomiernie.

Teraz część techniczna:
Zwijamy ciasto wzdłuż dłuższego brzegu w kierunku środka - zaczynamy z obu stron tak, żeby rolki spotkały się na środku.

Ciasto wkładamy no 10 minut do zamrażalnika i w tym samym czasie odpalamy piekarnik na 200 st. góra i dół.

Po wyjęciu ciasta kroimy je ostrym nożem na 5mm plasterki i układamy na blasze na papierze do pieczenia.
Smarujemy z wierzchu żółtkiem rozbełtanym z odrobiną wody.
Posypujemy delikatnie cukrem trzcinowym.

Pieczemy przez 15-20 minut na środkowym poziomie piekarnika aż się ładnie zarumienią.

Ja zjadłam [nie wszystkie na raz oczywiście ; ) ] palmierki z rozpuszczoną czekoladą z dodatkiem suszonych wiśni.
Do tego caffe latte i poniedziałkowy poranek staje się piękny!




Bon apetit!


wtorek, 12 czerwca 2012

Osiemdziesiąty szósty: Choco-cupcakes z kremem truskawkowym

Mój pradziadek był cukiernikiem. Przed wojną miał przy ulicy Bagatela w Warszawie zapewne bardzo uroczą cukiernię. A to zobowiązuje :) Dlatego postanowiłam dziś zmierzyć się z cukierniczą sztuką, choć nie mam o tym bladego pojęcia :P
Przejrzałam kilkanaście przepisów na ciastka, torty i kremy. Przeprowadziłam w swojej głowie jakieś nadzwyczaj skomplikowane kalkulacje i wyszło, co wyszło - w zasadzie tak, jak chciałam. 
Jeśli chodzi o cupcakes, osobiście uważam, że ich ciasto powinno być dość gęste i zbite, bo wtedy wygodniej je zjeść - nie kruszą się!
A jeśli chodzi o krem z truskawek - przekroczyłam wszelkie granice perfekcji! I jestem z siebie baaardzo zadowolona!

CZEKOLADOWE CUPCAKES
Z KREMEM Z TRUSKAWEK



Składniki na 6 babeczek:

1 szklanka mąki
5 łyżek cukru pudru
2 jajka
1 łyżeczka proszku do pieczenia
1/2 tabliczki czekolady
50g masła
2 łyżki gorzkiego kakao
1 szklanka mleka

Na krem:

100g miękkiego masła
3 łyżki cukru pudru
100g truskawek



W małym rondelku roztapiamy czekoladę z mlekiem i masłem oraz kakao.
Wszystko mieszamy na małym ogniu, aż się dokładnie połączy.
Odstawiamy do ostygnięcia (np. do zlewu z zimną wodą).

Piekarnik ustawiamy na 180st. C (góra+dół)

Oddzielamy białka od żółtek.
Żółtka miksujemy z cukrem pudrem na gładką masę.
Dodajemy mąkę i proszek do pieczenia i wlewamy masę czekoladową, która powinna być chłodna!
Miksujemy aż wszystkie składniki się połączą - powinniśmy otrzymać gęstą, ale płynną masę.

Białka ubijamy na sztywną pianę ze szczyptą soli.
Dodajemy je stopniowo do masy czekoladowej delikatnie mieszając drewnianą łyżką tak, aby piana nie opadła.

Masę przekładamy/przelewamy delikatnie do papilotek lub innych foremek do babeczek.

Wstawiamy do  nagrzanego piekarnika na 25-30 minut na prawie najniższy poziom, żeby nie spiekły się zbytnio z góry.

Za krem możemy się wziąć w trakcie pieczenia lub później, bo i tak babeczki muszą mocno wystygnąć przed nałożeniem kremu!

Jak robimy krem?
Truskawki traktujemy blenderem aż zrobią się zupełnym musem.
Dodajemy je do masła i cukru i miksujemy kilka minut aż powstanie jednolita, różowa, puszysta masa.



Krem możemy włożyć do lodówki, żeby stężał.
Przed dekorowaniem babeczki można na kilka minut umieścić w zamrażarce, żeby schłodził się ich wierzch - wtedy krem będzie lepiej przylegał :)



Mam nadzieję, że Wam wyjdą i będą smakowały. Nie wzgardzę również poradą w zakresie wypieków, bo jak już mówiłam - nie mam o tym pojęcia :P







                                                                       
                                                                                                      Enjoy!



środa, 6 czerwca 2012

Osiemdziesiąty trzeci: Tiramisu

Jakoś tak mi przyszła chęć na coś słodkiego i nagle podczas zakupów wpadł mi w oko serek mascarpone. W związku z tym postanowiłam zrobić pyszny włoski deser...

TIRAMISU




Składniki na 4 porcje:

250g mascarpone
2 jajka
2 łyżki cukru
Kilkanaście biszkopcików
Filiżanka espresso
1 łyżka gorzkiego kakao


Zaczynamy od zaparzenia espresso, żeby zdążyło ostygnąć.
Oddzielamy żółtka od białek.
Żółtka miksujemy z cukrem aż powstanie gładki krem i dodajemy mascarpone - dalej miksujemy.
Białka ubijamy ze szczyptą soli na sztywną pianę.

Pianę z białek dodajemy do masy z mascarpone i delikatnie mieszamy drewnianą łyżką, żeby piana nie opadła.

Biszkopty nasączamy w kawie - tylko chwilkę, żeby się nie rozpadły!

Na dno szklanych pucharków lub kieliszków układamy biszkopty, a na nie wykładamy masę.

Wstawiamy do lodówki na kilka godzin.

Przed podaniem posypujemy deser gorzkim kakao przez sitko.


Buon appetito!

sobota, 21 kwietnia 2012

Siedemdziesiąty siódmy: Pancakes!

Mam dziś dla Was coś w sam raz na leniwy weekendowy poranek. Przypuszczam, że wielu z Was oglądając w dzieciństwie amerykański film, marzyła o tym, żeby zjeść te puszyste placuszki polane złocistym syropem, które Amerykanie (jak się wydaje) pałaszują dość często...Ja dziś spełniłam to swoje marzenie z dzieciństwa! Przepis podpatrzyłam w gazecie, którą ktoś czytał koło mnie w metrze. Nie mogłam go nie zapamiętać!


PANCAKES Z SYROPEM KLONOWYM



Składniki:

1 jajko
3/4 szklanki mąki
1 szklanka mleka
1 czubata łyżeczka proszku do pieczenia
1 łyżka cukru pudru

Oliwa z oliwek do smażenia

Syrop klonowy*

*może być miód lub syrop owocowy


Patelnię smarujemy papierem nasączonym oliwą z oliwek i nagrzewamy na średnim ogniu.

Wszystkie składniki na ciasto miksujemy na jednolitą, gęstą masę.

Na patelnię wylewamy po dwie łyżki ciasta na jednego placuszka i smażymy na złocisty kolor z obu stron.

Przed każdym nałożeniem placków na patelnię, smarujemy ją oliwą.

Placuszki układamy na stercie i polewamy syropem.

Można podawać z owocami - przyznaję, że kompozycję z malinami też ściągnęłam z gazety z przepisem :)
Ale musicie przyznać, że wyglądają przeapetycznie!!!



Enjoy!

środa, 18 kwietnia 2012

Siedemdziesiąty piąty: Czekoladowe naleśniki z ananasem

Przepis ten powstał w windzie, między parterem a 4-tym piętrem, kiedy wracałam strasznie głodna do domu. Czasu na jedzenie miałam nie za dużo, bo obowiązki czekały, a w lodówce nic gotowego do spożycia. Ale pomyślałam o kupionym kilka dni temu ananasie (za 2 zł!), który na pewno już dobrze dojrzał i czeka aż ktoś go zje. Przyszły mi do głowy naleśniki, bo to danie można naprawdę szybko zrobić! Oczywiście, jak już weszłam do domu, zestroiłam się w fartuch i zaczęłam wyjmować wszystko co potrzebne, okazało się, że nie ma mąki! Ale żądza czekoladowego naleśnika była tak silna, że szybko ubrałam się z powrotem i poleciałam do osiedlowego J
I tym oto optymistycznym akcentem kończę wstęp i zapraszam Was na :



NALEŚNIKI CZEKOLADOWE Z ANANASEM I MIĘTĄ




Składniki na 8 naleśników:

Przepis na ciasto: tutaj
Dodajemy:
 2 łyzki prawdziwego kakao
 Łyżkę cukru

Cały świeży ananas
Dwie garście świeżej mięty
2 łyżki soku z cytryny
Łyżka masła


Proponuję zacząć od pokrojenia ananasa w bardzo drobną kostkę.
Później nagrzewacie dwie patelnie – jedną na naleśniki, drugą na ananasa (na nią wrzucacie łyżkę masła).
Raz-dwa rozrabiacie mikserem ciasto na naleśniki.
Na patelnię wrzucacie ananasa z sokiem z cytryny i dusicie pod przykryciem, mieszając mniej więcej po każdym usmażonym naleśniku ;)
Pod koniec dodajecie liście mięty, do czasu aż zmiękną.
Na gotowe naleśniki nakładamy po dwie łyzki kawałków ananasa (najlepiej tylko na ćwiartkę naleśnika) i składamy w trójkąciki.

Pewnie fajnie by było polać te naleśniki jeszcze jakimś sosikiem, ale niestety zabrakło mi na to czasu i szybkiego pomysłu :( Jeśli macie jakieś pomysły w tym zakresie - napiszcie w komentarzu!




Bon appetit!








środa, 11 kwietnia 2012

Siedemdziesiąty drugi: Owocowe sorbety

Ostatnio mam straszną ochotę na owoce. Kilka dni temu proponowałam Wam oczyszczające smoothies, które od tamtej pory piję raz dziennie. Dziś mam dla Was kolejną lekką owocową propozycję.

Z owoców, które mi zostały (bo kupiłam ich przed Świętami sporo) postanowiłam zrobić sorbety.
Przepis równie prosty, jak na smoothies: Trzeba potraktować blenderem owoce, przelać do pojemniczka i włożyć na 3 godziny do zamrażarki i co około 30 minut przemieszać, żeby konsystencja pozwalała na nałożenie kulek do pucharków :)

Zostało mi pół melona i banan, więc zapraszam was na...

BANANOWY I MELONOWY
SORBECIK


Buon appetito!

piątek, 6 kwietnia 2012

Siedemdziesiąty: Smoothies!

Święta już za pasem i pewnie wszyscy krzątacie się po kuchniach, przygotowując świąteczne pyszności. Ale na pewno znaczna część z Was czuje się ciężko na sam widok takich ilości jedzenia i zastanawia się, co zrobić kiedy we wtorkowy poranek obudzi Was poczucie winy, że znów tyle zjedliście.
Dlatego właśnie postanowiłam, że zamiast przepisu na danie świąteczne podrzucę Wam coś wprost idealnego na poświątecznego moralniaka. Dostajecie dziś ode mnie 3 w 1: Trzy przepyszne smoothies, pełne witamin i wszystkiego co najlepsze, a na dodatek wspaniale oczyszczające i detoksykujące organizm po tak ciężkich dla naszych brzuchów Świętach...






ORZEŹWIAJĄCE KIWI Z TRUSKAWKĄ


Składniki:

200g truskawek
3 miękkie owoce kiwi



SYCĄCY BANAN Z TRUSKAWKĄ


Składniki:

200g truskawek
1 duży banan
1 łyżka soku z cytryny
5-6 łyżek mleka



SUBTELNY MELON Z POMARAŃCZĄ


Składniki:

1 średnia pomarańcza
200g melona (plaster grubości ok. 2cm)
1 łyżka soku z limonki


W zrobieniu nie ma nic trudnego. Traktujemy owoce blenderem, aż mus będzie idealnie gładki - kawałki owoców nie przejdą przez słomkę! Warto, żeby owoce były wyjęte prosto z lodówki, a nawet schłodzone przez 30 minut w zamrażarce (już obrane), wtedy napój jest jeszcze bardziej orzeźwiający.
Do banana w opcji 2 dodajemy mleko i sok z cytryny, aby rozcieńczyć mus.
Do melona w opcji 3 dodajemy sok z limonki, bo sam w sobie jest dość mdły. Pomarańczę tylko obieramy ze skórki i miksujemy razem z białymi błonkami.

Jeżeli owoce, których użyliście są zbyt mało słodkie, możecie dosłodzić smoothie miodem. 

I jeszcze jedna porada na koniec: jeśli chcecie zrobić dwuwarstwowe koktajle tak, jak ja, pamiętajcie o tym, że na dół wlewamy bardziej gęsty mus a górną warstwę wlewamy po łyżce, żeby nie wlać jej do środka dolnej warstwy.

Przed wypiciem mieszamy warstwy, żeby smaki owoców się połączyły. Wtedy smoothies smakują po prostu genialnie!

Tymczasem życzę Wam Wesołych Świąt, 
smacznych jajek, pasztetów, żurków,
kiełbas, wędlin i innych pyszności!

A po Świętach polecam 
smoothies!



Smacznego!

środa, 4 kwietnia 2012

Sześćdziesiąty dziewiąty: Egzotycznie czekoladowa granola

Uwielbiam granolę. Przez ostatnie dni jadłam na śniadanie zwykłą owsiankę z suszonymi owocami, aż pewnego dnia postanowiłam te moje płatki przerobić na prawdziwy śniadaniowy przysmak. A przy okazji uszczęśliwić Aneczkę pełnym słoikiem granolowych chrupków :)


EGZOTYCZNIE CZEKOLADOWA GRANOLA




Składniki na 1-litrowy słoik:

250g płatków owsianych
50g pestek słonecznika
50g chipsów bananowych
1 łyżka wiórków kokosowych
1 łyżka prawdziwego, gorzkiego kakao
6 łyżek miodu
50g masła


Masło i miód rozpuszczamy na wolnym ogniu w rondelku.
Wszystkie pozostałe składniki mieszamy w dużej misce i dodajemy masło z miodem.
Wszystko trzeba bardzo dokładnie wymieszać.

Piekarnik ustawiamy na 180 st.C z opcją przypiekanie (to takie ząbki od góry, zwykle łącznie z termoobiegiem).
Masę równomiernie rozprowadzamy na wyłożonej papierem do pieczenia blasze.
Wstawiamy na środkowy poziom na około 15-20 minut, co kilka minut mieszając, aby równomiernie się zarumieniło.

Po wyjęciu odstawiamy do ostygnięcia. Możemy masę trochę przyklepać, aby płatki lepiej się zlepiły.
Powinno z tego powstać takie wielkie ciacho owsiane, które później trzeba połamać na chrupki wielkości orzechów laskowych.

Granolę przechowujemy w szczelnie zamkniętym słoiku i zjadamy z mlekiem lub jogurtem!


Enjoy!

wtorek, 13 marca 2012

Sześćdziesiąty czwarty: Gorąca czekolada o lekkim zabarwieniu erotycznym

Gorąca czekolada marzy mi się zawsze, gdy pogoda jest taka, jak dziś...Kiedy zimny wiatr przewiewa mnie do szpiku kości, tylko ten napój jest wstanie mnie rozgrzać...a żeby był jeszcze bardziej rozgrzewający, możemy dodać do niego chilli!

Dodanie tej ostrej przyprawy do czekolady, według czekoladowych mistrzów, podnosi ochotę na inne przyjemności! Tak, tak! Dlatego jeśli po zimowym spacerze macie ochotę na małe co-nieco polecam zrobić 2 duuuże porcje tego napoju ;)

GORĄCA CZEKOLADA
O LEKKIM ZABARWIENIU EROTYCZNYM


Składniki na 2 kubki:

Tabliczka mlecznej czekolady
1,5 szklanki mleka
2 marynowane papryczki chilli*
200 ml śmietanki do ubijania 30%
2 łyżeczki cukru wanilinowego
Kakao do posypania


*możecie użyć pół łyżeczki mielonego chilli



Śmietankę ubijamy na sztywno z dodatkiem 2 łyżeczek cukru wanilinowego.

Czekoladę z mlekiem umieszczamy w metalowej misce nad garnkiem z wrzącą wodą.
Dodajemy opłukane pod zimną wodą papryczki chilli i podgrzewamy ciągle mieszając aż do całkowitego rozpuszczenia, około 5 minut.

Papryczki wyjmujemy a czekoladę przelewamy do kubków, na to nakładamy bita śmietanę.
Przyozdabiamy świeżymi opłukanymi papryczkami i posypujemy odrobiną kakao.

Podajemy natychmiast, najlepiej wskakując od razu pod ciepły kocyk z drugą połową ;)

Bon appetit!



niedziela, 26 lutego 2012

Pięćdziesiąty dziewiąty: Czarno-białe pralinki kokosowe

Zainspirowana pralinkami zrobionymi przez mojego Braciszka stryjecznego i jego Narzeczoną ;)  postanowiłam spróbować swych sił w tym temacie. Nasz pradziadek był cukiernikiem, więc może choć kropla tego talentu na nas spłynęła...

CZARNO-BIAŁE PRALINKI KOKOSOWE



Składniki
na około 10 pralinek:

125 g sera ricotta (miękkiego)
Pół tabliczki mlecznej czekolady
Pół tabliczki białej czekolady
2-4 łyżki mleka
ok. 50g wiórków kokosowych


W misce metalowej nad garnkiem z wrzącą wodą rozpuszczamy czekoladę mleczną (!) z dodatkiem 1-2 łyżek mleka.
Po całkowitym rozpuszczeniu zdejmujemy miskę z garnka, dodajemy ser ricotta i dokładnie mieszamy na jednolitą masę. 
Przekładamy masę np. do szklanki i po zakryciu folią spożywczą wstawiamy na 2-3 godziny do lodówki.

Po tym czasie formujemy z masy kuleczki, mniej więcej z ilości, która mieści się na łyżeczce.
Kładziemy je na talerzyku/desce.

Ponownie bierzemy się za rozpuszczanie czekolady, tym razem białej.
Ważne jest, aby nie dodać więcej niż dwóch łyżek mleka, bo czekolada musi później ponownie zastygnąć na pralinkach.

Serowo-czekoladowe kulki polewamy białą czekoladą tak, aby oblała całą powierzchnię kulki.
Łyżeczką delikatnie podnosimy kuleczki, żeby od dołu także pokryły się czekoladą.

Na osobny talerzyk wysypujemy wiórki, łyżeczką przekładamy na nie kulki i obtaczamy dokładnie - nie przyciskajcie zbyt mocno, żeby nie zdeformować kuleczek.

Białą czekoladę, która zostanie na talerzykach mieszamy z wiórkami i też formujemy kuleczki. Z tego powinny wyjść też ze 3-4 pralinki bez ciemnego nadzienia :) I nic się nie zmarnuje!

Przekładamy je na (kolejny) czysty talerzyk ;)
Wstawiamy na 1-2 godziny do lodówki pod jakimś przykryciem, żeby nie złapały zapachów, albo przy obecnej pogodzie na balkon...



Po tym czasie powinny już stwardnieć, więc można jeść!

Pralinek nie należy długo przechowywać poza lodówką, bo zrobią się mięciutkie...ale wątpię, żeby było co chować z powrotem do lodówki ;)



Smacznego!

wtorek, 21 lutego 2012

Pięćdziesiąty szósty: Pożywne śniadanko

Mam dla Was tym razem propozycję śniadaniową. Ja bez śniadania nie wychodzę z domu. I na prawdę nie trzeba dużo wcześniej wstać, żeby je zjeść. Zwykle przed wyjściem jadam owsiankę, albo kanapkę, którą Książę z Bajki przygotuje mi wieczorem. Ale czasem lubię zjeść coś wyjątkowego. W śniadaniu najważniejsze jest, żeby było pełnowartościowe i dostarczyło dużo energii, która będzie uwalniała się przez cały poranek.

RYŻ Z OWOCAMI


Składniki na 2 porcje:

100g ryżu (suchego)
1 mały banan
Garść rodzynek
Po kilka wiśni w syropie (ja użyłam w amaretto)
4 łyżki jogurtu naturalnego
Kostka czekolady
Cynamon

Ryż gotujemy dzień wcześniej wieczorem w lekko osolonej wodzie.
A rano dodajemy składniki...
Banana kroimy na pół wzdłuż i później w pół-plasterki.
Na ryż rzucamy: banana, rodzynki, wiśnie z odrobiną syropu...

Polewamy wokoło jogurtem, posypujemy cynamonem.

Kostkę czekolady ścinamy nożem na wiórki i posypujemy całość.

I w ten sposób w 2-3 minuty mamy pyszne śniadanko :)
Do tego jeszcze szklanka soku pomarańczowego i dostarczamy organizmowi wszystko, czego mu potrzeba!



                Smacznego!

piątek, 17 lutego 2012

Pięćdziesiąty trzeci: Bombardino

Towarzyszące nam od kilku dni mroźne temperatury a także mój ukochany śnieg padający z nieba przypomniały mi wspaniałe chwile, jakie miałam przyjemność spędzać niegdyś na alpejskich stokach. A jak wiadomo na stoku też czasem trzeba się rozgrzać i posilić przed dalszym szaleństwem... I tu staje mi przed oczami napój bardzo rozgrzewający...BOMBARDINO!



Jest to wersja rozgrzewająca tylko dla dorosłych! Młodszym i nie mającym ochoty na procenty polecam na włoskich stokach gorącą czekoladę - najprawdziwszą i najgęstszą, jaką tylko można stworzyć z mnóstwem bitej śmietany...hmmm :)

Wracając do bombardino. Do przygotowania go w domu, np. po romantycznym spacerze na mrozie, potrzebujemy:

1 część likieru jajecznego
1 część* whisky/rumu
180 ml 30% śmietanki
Cukier waniliowy
1 kostkę czekolady

*Proporcje dostosujcie do mocy użytych alkoholi - dodawajcie po trochu i sprawdzajcie, czy smak Wam pasuje :)

Alkohole wlewamy do rondelka i na bardzo małym ogniu podgrzewamy, ciągle mieszając. Nie doprowadzamy do wrzenia, ale napój powinien być mocno ciepły.

Śmietankę ubijamy na sztywno i dodajemy cukier wanilinowy.

Alkohol przelewamy do szklanek (lub przezroczystych filiżanek) nakładamy bitą śmietanę i posypujemy startą na tarce czekoladą.

Natychmiast podajemy i rozkoszujemy się słodyczą...


wtorek, 7 lutego 2012

Pięćdziesiąty: crêpes à l'orange

...czyli:

FRANCUSKIE SAKIEWKI NALEŚNIKOWE
Z POMARAŃCZAMI


Składniki na 6 sakiewek (3 osoby):

Na ciasto:

2 łyżki miękkiego masła
3 jajka
1/2 szklanki mleka
1/2 szklanki wody
1 szklanka mąki
szczypta soli

Nadzienie:

4 duże pomarańcze
łyżka masła
4 łyżki cukru
40 ml Becherovki/brandy/likieru pomarańczowego
łyżeczka cynamonu
1/2 łyżeczki imbiru mielonego
szczypta kardamonu
gwiazdka anyżu

1/2 tabliczki gorzkiej czekolady


Jedną pomarańczę przeciągamy spiralnie ostrzem noża na głębokość skórki i obieramy tak, aby nie przerwać spirali.
Spiralę tniemy na 2 mm paseczki przez całą długość - tak, aby można było nimi później związać sakiewki.

3 pomarańcze obieramy i każdą cząstkę możliwie dokładnie obieramy z białej błonki.
Czwartą przekrawamy w poprzek na pół - będziemy wyciskać z niej sok.

Zaczynamy od rozrobienia ciasta na naleśniki.
Miksujemy najpierw wodę i mleko z jajkami i dodajemy masło.
Następnie wsypujemy mąkę i miksujemy dalej.
Dążymy do uzyskania konsystencji gęstej śmietany, regulując mąką i wodą.
Patelnię smarujemy tylko raz ręczniczkiem nasączonym olejem i rozgrzewamy. 
Smażymy jak najcieńsze naleśniki na mocno średnim ogniu.
Teraz bierzemy się za nadzienie...


Na czystej patelni roztapiamy masło, wsypujemy cukier i wyciskamy sok z połówki pomarańczy.
Dodajemy wszystkie przyprawy i podgrzewamy to na małym ogniu.
Kiedy zacznie gęstnieć układamy cząstki pomarańczy i podgrzewamy je przez 1,5 minuty.
Delikatnie zdejmujemy je na talerzyk.


Na każdy naleśnik, na środek kładziemy kilka cząstek i formujemy sakiewkę, związując ją na górze skórką.


Do pozostałego na patelni sosu dodajemy sok z drugiej połówki pomarańczy, znów zagęszczamy i podsmażamy na nim gotowe sakiewki.
Czekoladę roztapiamy w kąpieli wodnej (miska nad garnkiem z wrzącą wodą).
Ozdabiamy nią talerzyki na których podamy naleśniki.
Podsmażone sakiewki stawiamy na talerzyki i od razu podajemy.



 Bon appetit!

wtorek, 31 stycznia 2012

Czterdziesty siódmy: Sałatka z kurczakiem, mango i avocado polana miętowo-cytrusowym dressingiem

Głodni nowych przepisów? Na pewno! Sesja spowodowała zastój w twórczości, ale już po wszystkim! Odespałam i mogę tworzyć, więc szykujcie się na lawinę przepisów...bardzo wyszukanych przepisów :)

Dziś proponuję bardzo kolorową i bardzo egzotyczną sałatkę. Inspirowana jest oczywiście obrazkiem z książki Gordona, ale jak zwykle musiałam coś pozmieniać :)


EGZOTYCZNA SAŁATKA Z KURCZAKIEM


Na 4 porcje potrzeba:

1 Podwójna pierś z kurczaka
1 nieduże mango
1 małe awokado
4 garście roszponki
2 garście rukoli
Garść orzeszków piniowych
Sok z 1/2 limonki
Sól, pieprz

Na dressing:

4 łyżki soku z pomarańczy
2 łyżki soku z cytryny
2 łyżki oliwy z oliwek
2 łyżki musztardy francuskiej
1 łyżeczka miodu
Garść posiekanych liści mięty
Sól morska



Zaczynamy od kurczaka, bo on potrzebuje najwięcej czasu.
Ja zrobiłam go na parze, ale możecie też upiec w piekarniku (200 st.C/12-15 minut). Ja nalałam do garnka trochę wody i na metalowe sitko położyłam kurczaka, którego wcześniej oczyściłam i natarłam solą i pieprzem. Pod przykryciem robił się 15 minut.

A kiedy kurczak się grzeje...

Rukolę i roszponkę dokładnie myjemy i odkładamy na sitko, żeby obeschły.

Przygotowujemy dressing...mieszając wszystkie jego składniki...

Awokado przekrawamy na pół na około i "odkręcamy" od pestki, którą następnie wyjmujemy.
Obieramy ze skórki i kroimy w paski wzdłuż.

Mango obieramy i odkrawamy wszystko wokół pestki.
I też kroimy w paseczki, uprzednio przekrawając na pół w poprzek.

Kiedy kupujecie egzotyczne owoce, musicie je starannie wybrać. Awokado powinno być lekko miękkie, kiedy się je naciśnie i mieć bardzo ciemnozielony kolor. Mango natomiast powinno być jędrne, czerwono-pomarańczowe (zielony kolor świadczy o niedojrzałości owocu) i przede wszystkim powinno intensywnie, pięknie pachnieć przez skórkę!


Pokrojone owoce układamy na talerzykach i polewamy sokiem z limonki, żeby nie utleniły się i nie zrobiły się ciemne.

Kiedy kurczak będzie gotowy, odkładamy go na chwilę na deskę, żeby wchłonął soki. 

Na rozgrzaną patelnię wysypujemy orzeszki i prażymy je, cały czas podrzucając je, żeby się nie przypaliły.

Kroimy kurczaka w plasterki i przystępujemy do układania wszystkich składników na talerzykach.

Na owoce kładziemy kolejno:
Rukolę
Kurczaka
Roszponkę
Posypujemy orzeszkami
Polewamy dressingiem



Sałatkę od razu podajemy, bo ciepły kurczak spowoduje, że liście szybko zwiędną.

Buon appetito!